— Więc daj klucze.
Pan Żołnasiewicz zapalił zapałkę i przy jej pomocy dobrnął do sypialni gospodarza, gdzie na nocnym stoliku znalazł elektryczną latarkę.
— Zadzwoń najpierw do pogotowia elektrycznego — niecierpliwiła się pani Helena.
— Właśnie to chcę zrobić. Gdzieś tu na biurku musiała być ich kartka. A, jest.
Podniósł słuchawkę i trzymał ją przez chwilę przy uchu:
— Stacja się nie odzywa! — mruknął.
— Jakto się nie odzywa! Pozwól! — wyrwała mu słuchawkę i spojrzała nań z ironją, bo właśnie rozległ się sygnał stacji. Nakręciła numer i usłyszała spokojny niski głos:
— Hallo, tu Pogotowie Elektryczne.
— Proszę pana! Proszę prędzej przysłać kogoś, bo nam się znowu światło zepsuło. Dobrze?
— Ale podajże adres — powiedział pan Żołnasiewicz.