Z tem wszystkiem miała moc zajęcia, bieganiny i kłopotów, lecz traktowała to po sportowemu. Chciała udowodnić Murkowi, że potrafi dostarczyć tyle klientek i klientów, że oboje w krótkim czasie zbiją forsę. Jakoż dochody z tygodnia na tydzień rosły. W wypadku szczególniejszej oporności tego lub innego klienta lub klientki, należało chwytać się radykalniejszych sposobów. Robiło się to bardzo prosto, przy pomocy anonimów lub intryg telefonicznych. Murek z wrodzoną sobie sumiennością, sporządził ścisłą kartotekę, przepełnioną najbardziej drobiazgowemi informacjami. Uzupełnił też swoją bibljoteczkę wiedzy tajemnej. Mieszkanie też zmieniło swój wygląd. Było tu coraz zasobniej i Murek czuł się zadowolony z dochodów.

Arletka natomiast oburzała się, ilekroć o tem wspomniał:

— Chyba oszalałeś! Musimy być bogaci.

Jej myśl ustawicznie napięta była w tym kierunku. Oczywiście na wzbogacenie się przy obecnych wpływach nie było co liczyć.

— Poczekamy na okazję — mówił Murek.

— Dość tego czekania — odpowiedziała — skoro niema okazji, trzeba ją stworzyć.

Minęło jednak znowu dwa miesiące i przyszło lato a wraz z niem wyjazdy wakacyjne. Frekwencja gwałtownie zmalała. Z planów Arletki, by choć na kilka tygodni wyjechać do Krynicy musieli zrezygnować. Nawet z codziennemi wydatkami było kuso. Wówczas to któregoś dnia powiedział Murek:

— Mam przecież te obligacje i papiery procentowe Czabana. Całą walizkę.

— Człowieku! Zapomniałam na śmierć! I ty teraz dopiero o tem mówisz.

— Mówię i to niepotrzebnie.