— Dlaczego?

— Bo i tak ich sprzedać nie można. Numery zastrzeżone. Dość przyjść do banku, by zaraz cię aresztowali.

Arletka zamyśliła się:

— Jest przecie w Warszawie wielu takich żydów, którzy handlują walutami prywatnie...

— Czarna giełda — wtrącił.

— Dowiadywałeś się? — zapytała.

— Owszem — machnął ręką — dadzą najwyżej dziesięć procent, a i to trzeba im zawierzyć, tak że mogą całkiem wykiwać, albo w dodatku szantażować.

— A kto mógłby to bezpiecznie sprzedać?

— Tylko sam Czaban. Myślałem już o tem, by zaproponować mu wykupienie tej walizki. Tylko za wielkie ryzyko i jak to zrobić?

Arletka przecząco potrząsnęła głową.