Czaban klepnął się po kolanach:

— Fenomenalnie!... Pan, panie mistrzu, jest niebezpieczny człowiek... Pan, jako komisarz policji albo sędzia śledczy! Fiu-fiu!

Po krótkiej rozmowie Murek zatopił wzrok w swojej szklanej kuli, a Czaban z uwagą wsłuchiwał się w jego słowa. Wreszcie oświadczył wstając:

— Proponuję panu interes: niech mi pan tę walizkę odnajdzie, a podzielimy się rzetelnie fifty-fifty popałam. Zgoda?

I wyciągnął do Murka rękę.

— To przecież mi się nie należy — Murek udał zakłopotanie.

Czaban zaśmiał się.

— Mnie się też nie należy, bo i tak na to nie liczyłem, a bez pana nie da rady. No, zgoda?

— Zgoda — podał mu rękę Murek.

Czaban usiadł znowu.