— Więc dokąd mamy jechać?
— Za Kielce! Do Koszołowa!
— Ale po co? — hamował irytację Murek.
Na to Czaban pochylił się doń i szepnął:
— Nafta!
— Jakto nafta? — nie zorjentował się Murek.
— Nu, przecież nie w bańce, tylko w ziemi! Są objawy i mogę kupić tamte tereny i zrobić na tem miljony, ale bez pańskiej pomocy i decyzji grosza nie wyłożę. Musisz pan, panie mistrzu, zabrać swoją tę maszynkę.
Zatarł ręce, lecz Murek skrzywił się:
— No, różdżka... zapewne, ale to nie daje stuprocentowej gwarancji...
— Mnie daje. Już ja widziałem, co ona umie. A pańskie jasnowidztwo od czego.