Nie było rady. Murek zapakował różdżkę, zdążył jeszcze wstąpić do kuchni i uprzedzić służącą, że wyjeżdża w interesach na kilka dni i dopędził Czabana, który z neseserem był już na schodach.
Przed bramą czekał jego wielki samochód. Wsiedli i dopiero gdy znaleźli się za rogatkami na gładkiej, pustej szosie, Czaban zaczął opowiadać. Okazało się, że do odkrycia owej nafty doszedł przypadkowo. Mianowicie umieścił żonę i córkę na lato w majątku ziemskim pewnej hrabiny, która urządziła u siebie pensjonat. Sam wpadł tam z Krynicy na jeden dzień i podczas spaceru w okolicy na bagnistych jeziorkach zobaczył tłuste plamy. Wystarczyło zamoczyć nogi do kostek, by sięgnąć ręką, a później palce powąchać: była to nafta! Najprawdziwsza ropa naftowa, jaką sobie tylko można wyobrazić. Ludzie w okolicy dawno o tem wiedzieli, jednak przez wrodzony brak inicjatywy, czy przez zwykłą głupotę, nie zainteresowali się tem bliżej. Naokoło w promieniu kilkunastu kilometrów ziemia jest nieurodzajna i tania. Przeważnie nieużytki. Ostrożnie działając można wykupić parę tysięcy hektarów za psie pieniądze, zanim się spostrzegą, o co chodzi.
Czaban był tem wszystkiem podniecony, o tyle jednak ostrożny, że objaśniając Murka zasunął szybę dzielącą ich od szofera i mówił półgłosem.
— Nu, co pan o tem sądzi?
— Sądzę — odpowiedział Murek — że nie trzeba odrazu kupować tak wielkich terenów.
— To inni podkupią... Pan nie znasz tych nafciarzy. Niech tylko się rozejdzie, że tam jest nafta, będzie ich jak psów. Cała sztuka polega na tem, by rzecz przygotować w absolutnej tajemnicy.
O świcie minęli Kielce, przed wschodem słońca byli już na miejscu. Szofer zdziwił się, gdy obaj panowie wysiedli przed bramą wjazdową, wyjęli coś z walizki i kazali mu jechać do garażu, a sami oświadczyli, że idą na spacer.
— Jak tu pięknie i cicho — Murek wciągnął w płuca świeże pachnące powietrze i właśnie dla skonstatowania tego zapachu, tak dobrze znanego z najmłodszych lat dziecinnych, poruszał nozdrzami.
— Co? Czujesz pan?
— Naturalnie — skinął głową Murek.