Nagle przypomniał sobie, że nie przeszukał kieszeni fraka. Szybko rozwinął paczkę. Rzeczywiście w spodniach była szklana cygarniczka, a we fraku chusteczka do nosa. Wziął oba znalezione przedmioty i wsunął do kieszeni marynarki. Jednocześnie namacał w niej coś nieznajomego. Jakby tektura... Aha, to ten znaleziony list. Zaproszenie.
Ponownie wyjął z koperty i przeczytał. Na samym dole uderzył niespodziewanie w jego świadomość drobny druk: Strój balowy — ordery.
Rzucił okiem na frak. Raut... Jedzenie, dużo jedzenia, i to darmo...
„Wariat jestem” — pomyślał, jednakże znowu uważnie przeczytał zaproszenie: 15 lipca rb. o godz. 8 wieczór.
Myśl nie dawała się odpędzić.
— Panie Walenty, dziś piętnasty? — zapytał.
— A piętnasty.
— A która to godzina będzie?
— A będzie i dziesiąta, ale teraz siódma.
Dyzma stał chwilę nieruchomo.