— Jak pani każe. Chociaż...

— Proszę pana! Bardzo proszę! Tamten świat już dla mnie nie istnieje, nie mam do niego powrotu... Czytajmy...

Wzięła książkę i otworzyła ją na zakładce. Zaczęła czytać, lecz zanim zdołała wymówić kilka słów, głos począł drgać, piersi jej wznosiły się i opadały w szlochu.

— Niech pani nie płacze, nie trzeba płakać — bezradnie uspokajał Dyzma.

— Boże, Boże — łkała — pan jest dla mnie taki dobry, taki... dobry... Niech pan mi przebaczy... to nerwy...

Zerwała się nagle i wybiegła z pokoju.

„Ani chybi — pomyślał Dyzma — kobieta zakochała się we mnie”.

— Zakochała się — powtórzył głośno i uśmiechnął się z zadowoleniem.

Na nocnej szafce stało małe lusterko. Sięgnął po nie i długo przyglądał się własnej twarzy, trochę zdziwiony, trochę zaciekawiony i trochę kontent153 z siebie.

Rozdział szósty