— Żartuje pani — przebiegle zaczął Nikodem — przecież Koborowo to grube miliony, są one pani własnością...

— Myli się pan, Koborowo jest własnością mego męża.

— Ależ sam mi pan Kunicki mówił...

— Tak. Zapisane jest na mnie, lecz w razie rozwodu byłabym nędzarką.

— Nie rozumiem?

— Ach, po co mówimy o tych rzeczach... Widzi pan, mój mąż wziął ode mnie zobowiązania na takie sumy, które przewyższają wartość Koborowa.

— Wyłudził od pani?

— O, nie, wziął, bo mu się należały... na pokrycie długów mojej rodziny.

— Aha!...

— Nie mówmy już o tym, to mi sprawia tak wielką przykrość — złożyła ręce i patrzyła mu w oczy z błagalną prośbą — i proszę pana, niech pan z moją ciotką o mnie nie rozmawia, dobrze?