— Proszę się nie martwić, wszystko jeszcze będzie dobrze...
— Nie, niech pan mnie nie pociesza, proszę pana. Ja wiem, ja to czuję, że znalazłam w pańskiej bogatej duszy głęboki i szczery oddźwięk. Przecie tak krótko się znamy, a ja mam dla pana tyle ufności... Nie trzeba, niech pan mnie nie pociesza, na moją tragedię nie ma rady. Wystarczy, że mnie pan rozumie... Pan jeden — dodała po pauzie.
— Ale dlaczego pani mówi, że nie ma rady, czyż nie może pani rozwieść się z mężem?
— Nie potrafię — odparła patrząc na ziemię.
— Hm, więc jednak przywiązała się pani do męża...
W oczach Niny rozpalił się płomień.
— O, nie, nie — zaprzeczyła żarliwie — jak pan może posądzać mnie o to! Nic mnie nie łączy z tym człowiekiem o duszy sklepikarza, z tym... starcem...
W głosie jej brzmiały nienawiść i wstręt.
— Więc dlaczegóż powiedziała pani, że pani nie potrafi rozwieść się z nim? — zdziwił się Dyzma.
— Nie potrafię żyć... w nędzy... Zresztą, nie tylko o sobie muszę myśleć.