— Bywa pan u niej?
— Czasami — przeciągnął z namysłem. — Pani Przełęska, zdaje się, nie cierpi pana Kunickiego, lecz panią lubi.
Zdetonowała się i zapytała cicho:
— Rozmawiał pan z nią o mnie?... Ach, przepraszam za niedyskrecję, ale, widzi pan, to mnie tak wzburzyło. Niech się pan nie dziwi. Przecie niemal wszystkie moje wspomnienia wiążą się z domem i ze środowiskiem cioci Przełęskiej... Pan tam bywa...
— Czemuż pani tam nie wpadnie?
— Ach... Przecie sam pan wie. Osoba mego męża... Nie mogą mi tego darować...
Odwróciła głowę i dodała niemal szeptem:
— Tak jak i ja nie mogę sobie darować.
Nikodem milczał.
— Wstyd mi przed panem i za to, i za te moje zwierzenia... Jestem bardzo bezsilna... bardzo słaba... Bardzo nieszczęśliwa...