Szofer odpowiedział, że był u swoich krewnych, że sam pochodzi z Warszawy. Gawędzili chwilkę, po czym Dyzma poszedł do numeru178, zmienił ubranie i kołnierzyk.

— Trzeba dziś szyku zadać, żeby pułkownika skaptować179. Postawię mu szampana.

W kwadrans później zajeżdżał już przed „Oazę”. W sali było jeszcze pusto. Przy kilku stolikach siedziało parę osób.

„Za wcześnie przyszedłem” — stwierdził Dyzma.

Kazał sobie dać wódkę i przekąski. Kelner, tytułujący go per „Jaśnie pan”, natychmiast zastawił stół różnymi przyprawami, a dwaj inni raz po raz przynosili ogromne półmiski z wszelkiego rodzaju rybami na zimno, wędlinami, pasztetami itp.

Nikodem jadł bardzo wolno, gdyż chciał doczekać się pułkownika. Orkiestra grała jakieś symfoniczne kawałki. Sala z wolna zapełniała się.

Wreszcie około jedenastej przyszedł pułkownik Wareda.

Wraz z nim wszedł krępy180 brunet w cywilnym ubraniu.

— O, pan już tutaj! — zawołał pułkownik, — Długo pan czekał?

— Eee, nie, kwadransik — odparł Dyzma.