Krzepicki przywitał się szarmancko. Jego przesadnie rozrzucone ruchy, uderzająca swoboda w obejściu i nosowe brzmienie głosu nie podobały się Nikodemowi z miejsca, chociaż przyznać musiał w duchu, że jest on przystojny, a może znacznie ładniejszy od sekretarza sądu w Łyskowie, pana Jurczaka, który był na cały powiat znanym pogromcą serc niewieścich.
— Niezmiernie cieszę się, że mam zaszczyt poznać szanownego pana, o którym tyle miałem szczęścia słyszeć — rzekł Krzepicki, siadając i wysoko podciągając nogawkę.
Dyzma postanowił mieć się na baczności przed tym człowiekiem, który od razu wydał mu się przebiegłym i nieszczerym. Toteż odparł wymijająco:
— Ludzie jak ludzie, zawsze coś mówią.
— Pan wybaczy — odezwała się pani Przełęska — ale właśnie dopiero od pana Krzepickiego dowiedziałam się, że pan jest tak wybitnym politykiem. Przyznaję się ze wstydem, że my, kobiety, w sprawach politycznych jesteśmy ignorantkami.
— O, nie przesadzajmy — zaprzeczył Krzepicki i podciągnął drugą nogawkę.
Dyzma nie wiedział, co powiedzieć, i tylko chrząknął.
Na ratunek przyszedł mu służący, który zjawił się z oznajmieniem, że podano do stołu. Podczas obiadu pani Przełęska i Krzepicki, którego raz nazywała po nazwisku, to znów „panem Zyziem”, zaczęli wypytywać Dyzmę o sprawy koborowskie. Pani Przełęska interesowała się głównie kwestią stosunku „tej nieszczęśliwej Niny” do brata i do męża, natomiast pan Zyzio zasypywał Nikodema pytaniami dotyczącymi dochodów Kunickiego i wartości majątku. Dyzma starał się odpowiadać najkrócej, by jakimś nieopatrznym zwrotem nie zdradzić tego, że właściwie ma bardzo mało wiadomości o tych kwestiach.
— A niech szanowny pan raczy powiedzieć, czy choroba umysłowa Żorża jest tak rzucająca się w oczy, że niepodobna186 myśleć o jego uwłasnowolnieniu?
— Bo ja wiem... Wariat to on jest, ale może by potrafił zapanować nad sobą...