— Słuszne spostrzeżenie — potwierdziła pani Przełęska. — Właśnie jego choroba polega na zaniku ośrodków hamujących, lecz sądzę, że gdy pojmie konieczność trzymania języka na wodzy, potrafi wytrwać bodaj przez krótki czas.
— Chyba — potwierdził Dyzma.
— Mam tylko obawę — ciągnęła pani Przełęska — czy Nina zgodzi się na nasze plany?
— Phi — wzruszył ramionami Krzepicki. — A po co ma je znać? Zrobi się wszystko po cichutku. Najważniejszą rzeczą jest znaleźć odpowiednie wpływy w Ministerstwie Sprawiedliwości, ale o to kłopotać się nie potrzebujemy, skoro szczęśliwy los dał nam, jako sprzymierzeńca, wielce szanownego pana. Nieprawdaż?...
— Ach, co za szczęście — zawołała pani Przełęska — że pan, właśnie pan, kolega Żorża i jego przyjaciel, spotkał go teraz!
Na kawę przeszli do małego saloniku. Tutaj Krzepicki wyjął notes i ołówek, po czym zaczął:
— Pozwoliłem sobie przygotować coś w rodzaju małego referaciku. Państwo pozwolą?... Otóż całokształt sprawy przedstawia się, jak następuje: Wiemy, że hochsztapler187, nazwiskiem Leon Kunik, lat sześćdziesiąt sześć, syn maglarki Genowefy Kunikówny, urodzony w Krakowie, podejrzany był o paserstwo188, co uwidocznione jest w kartotece lwowskiej policji, następnie trudnił się lichwiarstwem189 i, jako lichwiarz, opętał rodzinę Ponimirskich i podstępem wyzuł190 ją z majątku...
— Pani Kunicka — przerwał Nikodem — twierdzi, że bynajmniej nie podstępem.
— No, naturalnie, ale każdą rzecz można różnie interpretować. Che, che, che... Już jeżeli prokurator otrzyma odpowiednią instrukcję z góry, to da sobie radę. Wiemy następnie, że Kunik przed dziewięciu laty uzyskał dowody osobiste, w których zmieniono mu nazwisko na „Kunicki” i dodano imię ojca. To już jawny kryminał. Następnie znamy wszyscy proces jego o dostawę podkładów kolejowych. Wówczas, niestety, nie zostało wyświetlone, nie dało się udowodnić, że podkłady w ogóle nie istniały. Kunicki wykazał się autentycznymi dokumentami, stwierdzającymi jego niewinność, ale nie ulega wątpliwości, że dokumenty te uzyskał w nieuczciwy sposób. Przecie ten urzędnik kolejowy, który je wystawił, uciekł i przepadł jak kamfora. Wszystko to można odgrzebać i powtórnie wyciągnąć przed kratki sądowe. Jak państwo sądzą?
— Oczywiście! — zawołała pani Przełęska.