— I mnie się tak zdaje — powiedział Dyzma, przyglądając się nieufnie spiczastej twarzy Krzepickiego. Nieustanna ruchliwość jej mięśni i połyskliwość oczu robiły wrażenie natężonej czujności i pogotowia. Oblizał teraz końcem języka górną wargę i dodał:

— Najważniejszą wszakże rzeczą jest odebranie mu Koborowa. I tu zaczynają się trudności. Nominalną właścicielką jest przecie pani Nina, a ona na to nie pójdzie.

— Na pewno nie pójdzie — przytaknął Dyzma.

— Otóż właśnie — ciągnął Krzepicki — pozostaje nam tedy jedyne wyjście. Żorż musi wystąpić ze skargą do prokuratora na Kunickiego. Ta zaś, między innymi, powinna zawierać zarzut, że Kunicki wymusza na siostrze oskarżyciela191 fałszywe zeznania...

— Hm...

— Otóż oskarżenie takie może wystosować Żorż jedynie wówczas, gdy zostanie uwłasnowolniony. Dlatego też zacząć należy od uzyskania od władz sądowych zarządzenia, aby stan umysłu Żorża został ponownie zbadany. Radziłem się adwokata. Ten powiada, że taka rewizja w zasadzie jest możliwa. Trzeba tylko, by o taką rewizję wniósł ktoś z krewnych Żorża.

— Ja za żadne skarby! — protestowała pani Przełęska — za żadne skarby. Już dość miałam przykrości. Tego by jeszcze brakowało, żeby moje nazwisko było szargane w prasie...

— No, dobrze, pani Fino — odparł Krzepicki nieco poirytowanym głosem — w takim razie jest pani zdania, że zrobi to Nina.

— Nie — zaprzeczył Dyzma — pani Nina palcem nie ruszy.

— A Żorż nie ma więcej krewnych — zaznaczył Krzepicki, wystawiając palec wskazujący z niezwykle długim i lśniącym paznokciem.