— Czekaj no, więc jak on proponuje?

Ulanicki ponownie opowiedział swoją rozmowę z Dyzmą, rozwijając kwestię i ilustrując ją cyframi. Tak się zapalił do projektu, że już chciał wezwać maszynistkę, by jej podyktować wzmiankę do prasy.

Jaszuński, mniej impulsywny, powstrzymał go jednak. Rzecz należy gruntownie rozważyć, obmyślić, opracować. I on jest zdania, że pomysł zasługuje na miano kapitalnego198. Nie można jednak zabierać się doń łapu-capu.

— Przede wszystkim absolutna tajemnica. A po wtóre199, trzeba jeszcze pokonferować z tym Dyzmą.

— Mogę zaraz do niego zadzwonić.

— A on jeszcze jest w Warszawie?

— No i nasz człowiek. Ach, gdyby to okazało się rzeczą realną! Klika Terkowskiego raz na zawsze dostałaby w skórę. A ja? To jest, chciałem powiedzieć: a my?!... Czy ty, Jasiu, rozumiesz?

— Ba!...

Postanowili jeszcze dziś wieczorem zrobić konferencję z Dyzmą. Minister skreślił kilka słów na karcie wizytowej i wysłał do Europejskiego.

Nikodem właśnie wstawał, gdy przynieśli list. Miał jeszcze dość czasu, by ubrać się i spokojnie zjeść obiad. Od ministerstwa dzieliło go zaledwie kilka minut drogi. Spojrzał na zegarek i poszedł pieszo.