— Przepraszam, bo nie dosłyszę, że co?
Dyzma zanosił się od śmiechu, aż staruszek zaczął go podejrzewać. Sytuację uratował Krzepicki, który huknął profesorowi w samo ucho:
— Pan chciał profesorowi opowiedzieć najnowszą anegdotkę!
— A słucham, słucham.
Tymczasem do salonu weszło kilka osób, zanim zdążyli się przywitać, na progu stanął pułkownik Wareda. To uwolniło Dyzmę od anegdotki.
— Serwus, Nikuś! Że cię widzę! — zawołał pułkownik.
— Jak się masz, Wacuś!
— No co? Jakże tam, załatwiłeś swoje sprawy u Jaszuńskiego?
— Dziękuję. Wszystko w porządku.
Salon i przyległe pokoje zaczęły się napełniać. Byli tylko panowie i coś pięć czy sześć starszych pań. Przy kilku stolikach usadowiono się już do brydża.