— Pan Dyzma — powiedziała pani Przełęska — to bardzo przyzwoity człowiek. Znam go stąd, że kolegował w Oksfordzie z moim siostrzeńcem Żorżem Ponimirskim. Są od tamtych czasów w serdecznej przyjaźni.
— Ziemianin?...
— Owszem, pochodzi z Kurlandii, a obecnie administruje dobrami mojej siostrzenicy.
— Nikodem to tęga głowa — dorzucił Ulanicki. — Jaszuński powiada o nim, że zajdzie jeszcze wyżej, niż komu zdawać się może.
— I w ogóle byczy chłop — dodał Wareda.
— Bardzo sympatyczny — zapewniła pani domu.
— Istotnie — potwierdził z przekonaniem dygnitarz policyjny — robi solidne wrażenie.
— Dwa trefle — zalicytował Ulanicki, podnosząc krzaczaste brwi.
— To zagrajmy trzy trefle — dodała grająca z Ulanickim pani Przełęska.
Dyzma nudził się. W głębi duszy dziwił się ludziom, których bawiła gra. Zjadł już sporo tartinek, ciastek i wypił kilka kieliszków koniaku. W towarzystwie niegrających rozmawiano o polityce zagranicznej i o wyścigach. Oba tematy były mu obce i nieinteresujące. Toteż zaczął myśleć o odwrocie. Skorzystał z momentu, gdy pani domu wstała na chwilę od stolika, i dopędziwszy ją w przedpokoju, powiedział: