— Przepraszam bardzo. Ja muszę już iść.

— Jaka szkoda, czy musi pan koniecznie?

— Koniecznie. Jutro wyjeżdżam bardzo wcześnie. Trzeba się wyspać.

— A tak chciałabym z panem jeszcze obszerniej porozmawiać w wiadomej sprawie...

— Nic straconego. Wkrótce będę w Warszawie znowu.

W istocie Dyzma nie zamierzał spać. Wyszedłszy od Przełęskiej odprawił szofera, kazawszy mu podać215 samochód o siódmej rano i przygotować się do drogi. Sam poszedł pieszo.

Zbliżała się już północ i ulice były niemal puste. Tu i ówdzie spotykał śpieszących do domu przechodniów. Dopiero na Nowym Świecie był większy ruch. Przyczyniały się do tego głównie grupki flanujących216 kobiet, których sposób bycia aż nazbyt wyraźnie zdradzał ich fach.

Dyzma długo się przyglądał, zanim wybrał jedną z nich, tęgą brunetkę.

Porozumienie osiągnięto szybko.

Świtało już, gdy wracał do swego hotelu. Przyszła mu na myśl Mańka i zauważył w duchu, że w gruncie rzeczy szkoda, że nie umówił się z nią.