— Pan pozwoli, że z nim wypiję?

Obok stał wysoki brunet w mundurze pułkownika i uśmiechał się doń jakoś dwuznacznie.

Podnieśli kieliszki do ust i wypili. Pułkownik wyciągnął rękę.

— Jestem Wareda.

— Jestem Dyzma — odpowiedział jak echo, ściskając dłoń.

— Winszuję panu — pochylił się ku Dyzmie pułkownik. — Świetnieś pan tego Terkowskiego osadził. Widziałem.

Dyzmie wystąpiły rumieńce na policzkach.

„Aha — pomyślał — ten mnie zaraz wyprosi. Ale jak oni to grzecznie zaczynają...”

— Cha, cha — cicho zaśmiał się pułkownik Wareda — jeszcze teraz krew pana zalewa na wspomnienie tego cymbała. Winszuję, panie... Dyzma. Terkowski dawno nie dostał takiej nauczki. Zdrowie pańskie!

Wypili i Dyzma połapał się w sytuacji o tyle, że pojął, iż między owym grubym, Terkowskim, a pułkownikiem musi być na pieńku.