Ministrowie, hrabiowie! Taka wielka pani jak ta Przełęska na obiad go zaprasza...
Zresztą to go nie ucieszyło. Męczyła go myśl, że niepotrzebnie wplątał się w sprawę Ponimirskiego, z której i tak muszą być nici, a tylko zaszkodzić może, gdy — broń Boże — coś się wyda przed Kunickim. Jucha sprytny i ma tyle pieniędzy, że potrafi zemścić się.
Jedynym sposobem będzie powiedzieć Ponimirskiemu, że jego ciotka o nim słyszeć nie chce, a na długu postawiła krzyżyk219.
Na tych rozmyślaniach spłynął220 Dyzmie czas aż do Grodna.
Szofer, znający miasto dobrze, od razu odnalazł czerwony koszarowy dom, w którym się mieściła Dyrekcja Lasów.
W biurze, jako że było po czwartej, Dyzma zastał tylko dyżurnego urzędnika.
— Ja do pana Olszewskiego. Jest pan Olszewski?
— Nie ma. Proszę zgłosić się w godzinach urzędowych — odparł sucho dyżurny.
Dyzma podniósł głos:
— To dla pana, panie młody, są godziny urzędowe, nie dla mnie, a w ogóle proszę grzeczniej, kiedy nie wiesz pan, z kim pan gadasz.