Wstała i podbiegła do kontaktu. Sypialnię zalał potok światła.

— Niech pan patrzy, niech pan patrzy...

Szybkimi ruchami rozpięła pidżamę. Czarny jedwab zsunął się ślisko po smukłym, giętkim ciele i opadł na ziemię.

Nikodem zbaraniał do reszty. Patrzył wytrzeszczonymi oczyma na tę dziwną pannę, która tak bezwstydnie stała przed nim całkiem nago. Stała tak blisko, że mógłby ręką dosięgnąć tej śniadej skóry.

— No co? Co? Podobam się panu?

Kasia wybuchnęła cichym śmiechem.

Dyzma bezradnie siedział z otwartymi ustami.

— Ładna jestem — przechyliła zalotnie głowę — a może chce pan sprawdzić, jaką gładką mam skórę, jak jędrne mięśnie? O, proszę się nie krępować!...

Nie przestając śmiać się, zbliżyła się do samego łóżka.

— No!