— Tak? Nie wiedziałam. Pan Kunicki nic mi o tym nie mówił.

— Ach, po co o nim wspominasz! Mówmy o sobie.

Czuła się niezwykle zdenerwowana i rozstrzęsiona.

Wracali w milczeniu.

Na tarasie spotkali Kunickiego. Był uśmiechnięty i swoim zwyczajem zacierał małe rączki. Przywitał ich z manifestacyjną radością, wypytywał o stan humorów i o wycieczkę łodzią, lecz gdyby nawet chcieli mu odpowiedzieć, nie znaleźliby na to miejsca w jego gadaninie.

— No, a cóż tam słychać przy wielkim ołtarzu? — zagadnął Kunicki.

— Niby w Warszawie? Ano nic nadzwyczajnego. Gadaliśmy z Jaszuńskim i Ulanickim o moim projekcie magazynowania zboża.

— Co pan mówi? No i co? Jakie wyniki? Sprawa jest na dobrej drodze?

— Ano tak. Tylko, panie! Tajemnica państwowa!

Kunicki położył palec na ustach i szepnął: