Ninę to ucieszyło. Uczepiła się tego projektu i prosząc Dyzmę, by nie wspominał o tym Kunickiemu, oświadczyła, że pójdą po obiedzie do pawilonu. Nikodem ociągał się i próbował się wykręcić, lecz bojąc się wzbudzić podejrzenia, musiał się zgodzić.

Gdy znaleźli się wśród drzew, Nina zarzuciła mu ramiona na szyję i przytuliła się doń całym ciałem. Nikodem, przejęty obawami „wsypania” się, pocałował ją od niechcenia kilka razy.

— Tak mi dobrze z panem — mówiła — tak czuję się spokojna...

Wsunęła rękę pod ramię Nikodema.

— Kobieta zawsze jest bluszczem — powiedziała w zamyśleniu — będzie marnie wegetować, pełzając po ziemi, jeżeli nie znajdzie silnego drzewa, po którym może wspiąć się ku słońcu...

Dyzma pomyślał, że to jest bardzo dobre powiedzenie i że warto je zapamiętać.

Pawilon był małą willą w stylu odrodzenia, tak porosłą winem, że tylko gdzieniegdzie przeświecała białość jej ścian. Przed nią na gładko wystrzyżonym trawniku ujrzeli leżak i wyciągniętego na nim nieruchomo młodego hrabiego.

Zbliżających się dostrzegł ratlerek257 i zaczął ujadać histerycznym szczekaniem, przypominającym kaszel.

Ponimirski leniwie odwrócił głowę i zmrużywszy oczy przed słońcem, przyglądał się nadchodzącym przez chwilę. Nagle zerwał się na równe nogi, obciągnął ubranie i wsadził monokl258 w oko.

— Dzień dobry, Żorż — wyciągnęła doń rękę Nina. — Przyprowadzam ci twego dawnego kolegę z Oksfordu. Poznajesz go?