Ponimirski obrzucił ich głęboko nieufnym spojrzeniem. Z wolna ucałował rękę siostry. Z wyrazu twarzy można było wywnioskować, że obawiał się, czy jego spisek nie został wykryty. Ponuro spojrzał na Dyzmę i podał mu rękę.
— Poznaję, naturalnie, miło mi, panie kolego, że mnie pan odwiedził.
Nagle odwrócił się do siostry.
— Wybacz, ale zostaw nas samych. Zrozumiałe, że po tak długim rozstaniu mamy sobie wiele rzeczy do powiedzenia. Może posiedzisz tu, a my się przejdziemy?
Nina nie oponowała. Spojrzała porozumiewawczo w oczy Nikodema i weszła do pawilonu.
Ponimirski, oglądając się na wszystkie strony, doprowadził Dyzmę w pobliską alejkę i opierając palec wskazujący na jego pierś, zapytał gniewnie:
— Co to ma znaczyć? Nędzniku! Zdekonspirowałeś mnie przed Niną? Może i ta szuja Kunik wie o wszystkim?
— Ależ, broń Boże, ani słowa nie powiedziałem nikomu.
— No, masz szczęście. A skąd ona wie, że przedstawiłem cię ciotce Przełęskiej jako kolegę z Oksfordu?
— Tego nie wie. A co do Oksfordu, to sam powiedziałem, że uczyłem się tam. Tak wypadło z rozmowy.