— Więc to już się robi?

— A jak pan widzi.

— Boże drogi — Kunicki rozstawił ręce. — Boże drogi, ile to przy pańskich wpływach, kochany panie Nikodemie, można dobrego ludziom zrobić!

— Tak — uśmiechnęła się Nina — jeżeli tych wpływów używa się dla dobra ogółu, no i jeżeli się trafnie potrzeby ogółu ocenia.

— O, przepraszam — zaoponował Kunicki — nie tylko dla ogółu. Czyż prywatnym ludziom nie należy pomagać? Che, che! Na pewno w komitecie ekonomicznym bierze udział i minister komunikacji. Będzie pan miał możność pomówić z nim przy sposobności i o podkładach kolejowych. Co?

Nikodem wpakował ręce w kieszenie spodni i skrzywił się.

— Wolałbym nie teraz. Nieskładnie będzie.

— Cóż znowu! Panie Nikodemie! Ja przecież żadnego nacisku nie wywieram. Całkowicie pozostawiam to do pańskiego uznania. Tylko tak mimochodem napomknąłem, gdyż dostawa podkładów to jest interes, o którym warto pamiętać, che, che.

Na potwierdzenie tego zaraz po obiedzie zabrał Nikodema do swego gabinetu i zaczął go piłować sążnistym wykładem o szczegółach kwestii. Kiedy zaś ten znowu poruszył historię dawnego procesu, stary zerwał się i wyciągnął z kieszeni klucze.

— Zaraz panu pokażę dokumenty. Moim zdaniem powinny one wystarczyć, by jeszcze raz dowieść, że byłem w porządku.