Wprawiało to Nikodema w duże zakłopotanie, ponieważ nie miał najmniejszej nadziei zdobycia takiego majątku, jaki by wystarczał na zaspokojenie obecnych wymagań Niny. Zresztą nie zależało mu specjalnie na małżeństwie z nią. Owszem, podobała się mu bardzo, no i była wielką damą, nie byle co, hrabianka Ponimirska... Ale ewentualność ożenienia się z nią traktował jako rzecz nierealną, na równi z innymi swymi sukcesami ostatnich czasów.
Natomiast stan uczuć Niny nie budził w nim najmniejszych wątpliwości. Każdym gestem, każdym spojrzeniem i wreszcie niemal każdym słowem manifestowała swoją miłość.
Kunicki, jak wnioskował Dyzma, zbyt był zajęty interesami i zbyt mało przestawał276 z żoną, by mógł ich podejrzewać. Zresztą sam namawiał ich do wycieczek we dwójkę.
Po powrocie z jednej z takich wycieczek Nikodem zastał w hallu277 depeszę adresowaną do siebie. Otwierając ją był przekonany, że to wiadomość od ministra Jaszuńskiego. Spotkała go jednak niespodzianka: pod krótkim tekstem widniał podpis... Terkowskiego!
Nikodem czytał, a Nina zaglądała mu przez ramię. Depesza brzmiała:
Pan prezes Rady Ministrów prosi pana o przybycie jutro, tj. w piątek o godz. siódmej na posiedzenie komitetu ekonomicznego Rady Ministrów w wiadomej sprawie.
Terkowski
Nadszedł Kunicki i Dyzma podał mu depeszę. Stary przeczytał ją w mgnieniu oka i z nieukrywanym podziwem zapytał:
— Nadzwyczajne! Czy to w sprawie zbożowej?
— Tak — potwierdził Nikodem.