Choroba!
A jeżeli któremu z nich strzeli do głowy napisać do jakiego dziennika całą prawdę?
Po plecach przebiegły mrówki. Chodził po pokoju i klął, później znowu wziął się do przeglądania pism i przyszedł do przekonania, że jakakolwiek denuncjacja284 ze strony dawnych znajomych jest mało prawdopodobna. Olśni ich i onieśmieli jego stanowisko i stosunki. Chyba że donosić będą anonimowo... Ale anonimów poważnie się nie bierze.
Uspokoił się znacznie. Natomiast podczas rozczytywania się w przypisywanych mu talentach zatroskała go inna myśl: jak sobie da radę?
Niby największa praca spadnie na tego dyrektora Wandryszewskiego, ale przecie i on sam będzie musiał coś robić, mówić, podpisywać, decydować... I to wszystko w sprawach przerażająco niezrozumiałych! Nie ma innego sposobu, tylko trzeba znaleźć kogoś sprytnego... Żeby taki Kunicki zechciał, ale nie zechce... W ogóle teraz będzie musiał rozstać się z posadą w Koborowie. Zrobiło mu się przykro na myśl, że rozstanie się także z Niną, ale powiedział sobie:
„Trudno. Jak trzeba, to trza. Nie ona jedna na świecie”.
Gorzej będzie z wynalezieniem takiego gościa, co by za niego robił... Mógłby go zrobić, na przykład, swoim sekretarzem...
Nagle klepnął się w czoło.
„Krzepicki”!
Aż podskoczył z radości. Krzepicki to cwaniak, kuty na cztery łapy, ten wie, co w trawie piszczy. W butelkę nabić się nie da, ale swój chłop, brat łata, jak zrobi się z nim sztamę285, będzie ruszał mózgiem za dwóch.