Tak go ucieszył ten pomysł, że postanowił zaraz odszukać Krzepickiego.
Ubrał się szybko i po kwadransie dzwonił już do drzwi pani Przełęskiej. Właśnie wstawano od obiadu. Oprócz pani domu był Krzepicki i cherlawa286 panienka, bardzo piegowata, panna Hulczyńska.
Przyjęto Dyzmę głośnymi gratulacjami. Pani Przełęska nazwała go zbawcą ziemiaństwa. Zyzio Krzepicki — Napoleonem gospodarczym, a panna Hulczyńska patrzyła weń jak w słońce.
Zaczęła się rozmowa o Koborowie i wszyscy bardzo się zmartwili, gdy Dyzma oświadczył, że teraz nie będzie miał czasu zajmować się sprawą Żorża Ponimirskiego.
— Zresztą — dodał — z jego klepkami jest tak źle, że nic nie dałoby się zrobić.
Zyzio zaklął, piegowata panienka zrobiła smutną minę, a pani Przełęska wyraziła nadzieję, że nie trzeba tracić nadziei.
Kulminacyjnym momentem wizyty Nikodema Dyzmy u pani Przełęskiej była chwila, gdy pociągnąwszy łyk kawy, powiedział:
— A ja tu przyszedłem z propozycją. Panie Krzepicki, pan nie posiada żadnej posady?
— Nie.
— A ma pan chęć?