Przystępuję do pisania tego, co jest tak ośmieszone: pamiętnik. Nie, to nie będzie mój pamiętnik. Pitigrilli powiada, że człowiek piszący pamiętnik przypomina takiego, który po wytarciu nosa przygląda się chusteczce. Nie ma racji. Bo czyż chodzi o spisywanie zdarzeń? A nawet wrażeń? Przecież ja na przykład będę pisała jedynie po to, by ujrzeć swoje myśli w konkretnym ich wyrazie. Wydaje mi się, że w ogóle myśl nie wyrażona słowem czy pismem nie może być myślą sformułowaną, skonkretyzowaną.

I drugie kłamstwo o pamiętniku zdaje się, że to Oskar Wilde stwierdził, iż piszący pamiętnik czyni to świadomie, a w najlepszym wypadku podświadomie, jedynie po to, by ktoś mógł kiedyś to przeczytać.

Mój Boże! Widocznie nie przyszło mu na myśl, że może istnieć człowiek nie mający na świecie nikogo, nikogo w całym przeraźliwym tego słowa znaczeniu!

Dla kogóż mogłabym pisać? Dla niego? Dla tego, który właśnie jest równoznaczny ze straszną pustką, otaczającą mnie, z pustką, nie dającą się niczym zapełnić. Dla dzieci? Nie mam ich i niestety nigdy nie będę miała. Więc dla rodziny, która się odsunęła ode mnie, czy dla półobłąkanego Żorża?

Kasia?... Och, nigdy! Jesteśmy na dwóch biegunach, ona mnie nigdy nie zrozumie. Cóż z tego, że mnie tak kocha. Czy można w ogóle kochać, nie rozumiejąc? Sądzę, że nie. Zresztą czyż to jest miłość? Jeżeli nawet tak, to miłość stojąca na bezwstydnie niskim poziomie. Nieraz myślałam, że gdybym wskutek jakiegoś przypadku została oszpecona... Kasia... Cóż, czym ona jest właściwie dla mnie? Dlaczego ja, która przy świetle dziennym przeklinam ubiegłą noc, nie umiem obronić się przed tą nocą, obronić się, oczywiście, przed własną słabością?

Nikodem, wzruszył ramionami.

„Ot, ględzi i tyle. Co to wszystko ma znaczyć?”

Przewrócił kilka kartek.

Pamiętnik był pisany bez podania dat. Na jednej z dalszych stron znalazł krótką wzmiankę o pobycie za granicą, dalej rozmyślania na temat muzyki, później znowu o jakiejś Bilitis298 i o jakiejś Mnazidice. (Pewno kuzynki czy koleżanki Niny).

Chciał znaleźć coś o sobie. I rzeczywiście, po przeczytaniu kilkudziesięciu kart ujrzał swoje nazwisko.