To wstrzymało go nawet na czas dłuższy przed bywaniem w domach arystokratycznych, które go zapraszały. Ograniczał się do rzucania kart wizytowych i dopiero wieczór dzisiejszy miał być pierwszą próbą.
Pocieszał się myślą, że w salonie księcia Roztockiego od razu znajdzie oparcie o Jaszuńskiego i Waredę. Istotnie już w sieni ujrzał tego ostatniego, oddającego garderobę służbie.
Przywitali się serdecznie i razem weszli po szerokich marmurowych schodach na pierwsze piętro, gdzie już było kilkanaście osób.
Tuż przy progu stał książę Tomasz, wysoki i smagły319 brunet o siwiejących włosach. Rozmawiał z dwoma panami po niemiecku.
— Uważasz, Nikuś — poinformował Wareda — ten myszkowaty mały to baron Reintz, dyplomata berliński, rekordzista samochodowy, wiesz?...
— Aha, a ten drugi?
— Hrabia Hieronim Koniecpolski. Wygląda jak burłak320 znad Wołgi, bo podobno jego matka...
Nie dokończył, gdyż w tej chwili książę Tomasz spostrzegł Dyzmę i przeprosiwszy towarzyszy, zbliżył się ku nowo przybywającym.
— Witam, witam, nareszcie pan prezes był łaskaw. Kiedyż, pułkowniku, ujrzymy pana w generalskich szlifach?... Proszę, panowie pozwolą...
Ruchem ręki skierował ich na prawo i przedstawił tamtym Dyzmę, pułkownik znał obu od dawna.