— Wszystko to prawda — przerwał łysy hrabia — ale, kochany przyjacielu, dziś mamy inne czasy.
— A cóż to szkodzi? Dawniej karmazynowie330 przelewali swą błękitną krew na rubieżach, dziś my wewnątrz ojczyzny pozostaliśmy spadkobiercami idei mocarstwowej, niespożytą twierdzą, skarbnicą tej myśli!
— Zdaje się — powiedziała matowym głosem siwiejąca dama — że w naszej skarbnicy pozostała niestety tylko idea.
Pan w monoklu, nazwany przed chwilą ordynatem, odparł z półukłonem w stronę Nikodema:
— Miejmy nadzieję, że wkrótce zapełni się bardziej konkretną treścią.
Hrabina Koniecpolska z uroczym uśmiechem zwróciła się do Dyzmy:
— Ach, sagen Sie, bitte, Herr Praesident...331 ach, pardon332... Mosze mi pan powi, jak sze robi taki szwietny pomysł?
— Jaki pomysł?
— No, ten jenialna pomysł z te obligacja zborżowa? Nigdy nie widziałam ludzi, no... no...
— Pomysłowych? — zagadnął ordynat.