— Tak — odparł Nikodem, postanawiając sobie zaraz po powrocie zajrzeć do słownika, by dowiedzieć się, dokąd prowadzi droga ezoteryczna.

Tymczasem nadjechało auto dwóch panien, które minęli na szosie.

Nowe powitania i prezentacje. Dowiedział się, że to panna Iwona (starsza) i panna Marietta (młodsza) Czarskie. Poszły zaraz przebrać się.

— Bardzo miłe panienki — zauważyła utleniona dama — przy czym jestem zdania, że Marietta jest świetnym materiałem na medium352. Jej pogoda, połączona z subtelną nerwowością, daje amalgamat353 niezwykle czuły, nie uważa pan, panie prezesie?

— Owszem, dlaczego...

— Nie odmówi mi pan — atakowała go dalej — i zrobi pan z nią eksperyment? Mam wrażenie, że pańska wola przełamie z łatwością spiralną reakcję samowiedzy. Imperatyw nakazu zdolny jest zanimować354 nawet takie potencjalne uwarstwienia sił wyższych, o istnieniu których dotychczas sam subiekt czy też obiekt, jeśli pan woli, nie miał choćby objawów czwartego stopnia. I właśnie flagracje intuicyjne...

Na szczęście wróciła pani Koniecpolska i Dyzma otarł pot z czoła.

— Tylko baczność, moje panie — zawołała stojąc w progu — bo nasz gość nie cierpi, kiedy mówi się w językach obcych! Dzień dobry... Dzień dobry...

Witała się wesoło. Po chwili zjawił się służący zapraszając na śniadanie.

Szczęściem Dyzmy wielomówność towarzystwa uwalniała go od dłuższych oracji. Wystarczało od czasu do czasu odczepić się kilku monosylabami. Rozmawiano przeważnie o modach i o projektach na jesień. Tylko rzeczowa brunetka wciąż powracała do tych dziwacznych spraw, które Dyzma początkowo brał za mistyfikację, a które naprowadziły go w końcu na domysł, że wszystko to musi mieć jakiś związek z wirującymi stolikami.