„No, bracie, nie narzekaj, nie narzekaj, naprawdę to nie ma na co!”

Myśl snuła się coraz wolniej, obfita doza pokarmu zrobiła swoje. Nikodem zasnął.

Spał tak twardo, że nie słyszał pukania do drzwi, nie słyszał kroków panny Stelli ani trzasku zamka w czarnej walizce. Dopiero gdy mocno potrząsnęła jego ramieniem, otworzył oczy.

Od razu przypomniał sobie, gdzie się znajduje. Przed nim stała brunetka, trzymając coś, jakby szlafrok z białego jedwabiu na czerwonej podszewce.

Zerwał się na równe nogi i przetarł powieki.

— Już czas, Mistrzu! — wyszeptała panna Stella.

— Czas?

— Tak. Wszystkie już czekają. Proszę przebrać się w habit.

— Jak to? — zdziwił się. — Przy pani?

— Nie, ja wyjdę. Tylko proszę zdjąć wszystko i nałożyć habit i te oto sandały.