Wskazała mu czerwone miękkie pantofle ze złotą gwiazdą, wyhaftowaną na noskach, po czym wyszła na palcach.
Dyzma zaklął, lecz nie zwlekał. Po kilku minutach był gotów. Szlafrok, jak i pantofle okazały się nieco za obszerne. Chłodny dotyk jedwabiu do nagiej skóry działał orzeźwiająco.
Spojrzał do lustra i nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Szlafrok sięgał do ziemi, lecz rozcięte rękawy i duży dekolt sprawiały dziwaczne wrażenie.
Brunetka zjawiła się znowu. Wzięła go za rękę i w milczeniu wyprowadziła na ciemny korytarz. Dokoła panowała zupełna cisza. Szli kilka minut, później były jakieś schody i znowu korytarz. Przy jego końcu panna Stella zatrzymała się i trzykrotnie zapukała w drzwi, te uchyliły się z lekka. Przesunęli się do jakiegoś ciemnego pokoju, drzwi za nimi zamknęły się, jakby same, i Dyzma usłyszał dźwięk klucza przekręcanego w zamku, a po chwili głos pani Koniecpolskiej:
— Wszystko w porządku. Wszędzie drzwi pozamykane, służbie zakazałam wstępu do pałacu aż do południa.
— Dobrze — odparła brunetka, nie puszczając ręki Nikodema — teraz wejdź i zajmij swoje miejsce.
Teraz Dyzma spostrzegł, że pani Lala była również w białym szlafroku, gdyż wchodząc odsłoniła na chwilę ciężką kotarę, skąd padła smuga purpurowego światła.
Z kolei i panna Stella znikła za kotarą, polecając jemu czekać na siebie.
Zza kotary dobiegł Nikodema szmer rozmowy. Czas mu się dłużył, zbliżył się więc, by zajrzeć do środka, gdy nagle kotara rozsunęła się, a na progu stanęła brunetka w białym szlafroku, pochylona w niskim, długim pokłonie.
Był to dużych rozmiarów pokój, pozbawiony wszelkich mebli i całkowicie wysłany dywanami, na których rozrzucone leżały całe stosy ozdobnych poduszek. Tylko w środku stał wielki złocony fotel obity czerwonym atłasem, nad nim paliły się trzy świece.