— No, to czekam.
Kazał Ignacemu przygotować czarną kawę i położył się na kanapie.
Zastanowił się, czy opowiedzieć Krzepickiemu wszystko, co go spotkało u hrabiny Koniecpolskiej... Doszedł jednak do przekonania, że mogłoby to uchodzić za zdradę, a ryzykować nie chciał.
Ignacy przyniósł listy. Była to tylko prywatna korespondencja, której nie otwierał sekretarz, a składała się z trzech nowych listów od Niny oraz z niezwykle długiej depeszy Kunickiego, który prosił Dyzmę o spieszne zajęcie się sprawą podkładów kolejowych, gdyż kwestia stała się szczególnie aktualna.
Przy czytaniu tej depeszy zastał Dyzmę Krzepicki. Zaczął od żarcików na temat wycieczki z hrabiną Lalą, opowiedział kilka anegdotek, mimochodem napomknął, że w banku wszystko w porządku, i lekko zapytał:
— Kto to jest, panie prezesie, ten Boczek?
Nikodem zmieszał się.
— Boczek?
— Tak, taki tłusty facet. Codziennie przychodzi do banku i tak nachalnie domaga się audiencji u pana prezesa, jakby pewien był, że pan go przyjmie. Czy to znajomy pana prezesa?
— Tak, owszem...