— Jak wyglądał? — zapytał Dyzma.

— Taki niski, gruby.

— Nie mówił, jak się nazywa?

— Mówił, jakoś Bączek czy coś...

— Cholera! — zaklął pan prezes. — Czego ten drań jeszcze chce?!

— Jakby przyszedł, panie prezesie, to ja mogę zrzucić ze schodów — ofiarował się Ignacy.

— Nie, nie trzeba.

Zadzwonił telefon. Mówił Krzepicki. Są bardzo ważne sprawy, czy może przyjechać zaraz?

— Stało się co?

— Nic, nic nadzwyczajnego.