Kroki zbliżały się i po minucie ujrzeli niskiego, grubego człowieka w czarnej jesionce. Gdy minął bramę, wysunęli się za nim.
Obejrzał się.
— Panie — zawołał szczupły blondyn — ma pan zapałkę?
— Mam — odparł tamten i przystanął, sięgając do kieszeni.
— Pan się nazywasz Boczek? — nagle zapytał blondyn.
Grubas przyjrzał się mu.
— Skąd pan mnie zna?
— Skąd, a stąd, draniu, że mordy nie trzymasz na kłódkę!
— Kiedy...
Nie dokończył. Potężny cios twardej pięści rozmiażdżył mu nos i górną wargę. Jednocześnie otrzymał z tyłu uderzenie w głowę i silne kopnięcie w brzuch.