Dyzma zbladł jak płótno. Zerwał się z miejsca i drżąc na całym ciele, zapytał nieswoim głosem:

— Kto?!...

Opanował go nieludzki strach, że tam za drzwiami czeka Boczek, pokrwawiony, ze zmasakrowaną twarzą...

— Co panu jest, panie prezesie? — z niepokojem zapytał Krzepicki.

Dyzma oparł się o biurko.

— Pan jest chory?

— Nie, nie... Więc kto tam jest?

— Kunicki.

— Ach, Kunicki... Dobrze...

— Przyjmie go pan?