— Dobrze.

— Czy mam zameldować?

— Nie potrzeba. Możecie odejść, sam potrafię.

Przeszedł przez ciemny salon i otworzył drzwi.

Przy stole siedziała Nina, pochylona nad książką. Nie podniosła głowy. Nikodem zamknął drzwi za sobą i chrząknął.

Teraz dopiero podniosła nań oczy i stłumiony okrzyk wyrwał jej się z ust. Zerwała się i podbiegła do niego, zarzucając mu ręce na szyję.

— Niko, Niko, Niko!...

Tuliła się doń, a jej twarz jaśniała szczęściem.

— Przyjechałeś, przyjechałeś, mój słodki, mój jedyny!

— Jak się masz, Nineczko!