— Jak to? A rozwód? Przecie procesy rozwodowe ciągną się miesiącami.
— Nie ma strachu, bo tu obejdzie się bez rozwodu. Radziłem się adwokata. Da się zrobić unieważnienie małżeństwa.
— Nie znam się na tym — z powątpiewaniem powiedziała Nina. — W każdym razie jesteś bardzo dobry, że myślałeś o tym.
Podano kolację. Przeszli do jadalni. Wypytywała Nikodema o jego obecny tryb życia. Cieszyła się, że bywa u Czarskich i Roztockich, że jest protektorem komitetu, opracowującego projekt Akademii Literackiej, że ma już kilkadziesiąt tysięcy odłożonych w banku.
Wstali od stołu, gdy lokaj zameldował, że szofer gotów jest do drogi.
— Dobrze. Niech czeka.
Rzucił okiem na zegarek i oświadczył, że musi śpieszyć. Nina chciała iść z nim do gabinetu męża, lecz Nikodem poprosił ją, by lepiej zaczekała.
— Ależ dlaczego? — zdziwiła się.
— Tak... Widzisz, muszę tam przeczytać niektóre papiery i notatki porobić... A jakbyś ty była przy mnie, che, che, che, nie chciałoby mi się robić... Poczekaj, zaraz wrócę.
Zapalił światło i rozsunął ciężką aksamitną kotarę.