— Jeżeli tak — rzekł Dyzma — możesz pan być spokojny. To mój przyjaciel.

— Serdeczne, serdeczne dzięki.

Zerwał się, by uścisnąć rękę Nikodema.

Następnie zaczęli omawiać szczegóły sprawy. Reich i Krzepicki nie zapomnieli o najmniejszym drobiazgu i Dyzma z podziwem słuchał, przyznając w duchu, że sam nie potrafiłby dać sobie rady.

Gdy wrócili do banku, czekał już tu Kunicki. Jego ruchy, wyraz twarzy i oczu — wszystko zdradzało wielkie zaniepokojenie. Krzepicki w przejściu obrzucił go ironicznym spojrzeniem, lecz ten nawet nie zauważył jego. Podbiegł nerwowym krokiem na spotkanie Dyzmy i zaszeplenił:

— Przyjechał pan! Cieszę się bardzo. Przywiózł pan teczkę?

— Dzień dobry. Przywiozłem.

— Panie Nikodemie, doprawdy nie rozumiem, co to wszystko znaczy?

— Niby co?

— No z tą audiencją u ministra! Czerpak powiedział mi, że odłożona. Minister wcale nie wyjeżdża. Panie Nikodemie, on wcale nie miał zamiaru wyjechać. Co to ma znaczyć?