— Chodźmy do mego mieszkania — odparł czerwieniąc się Dyzma — tam panu wytłumaczę.

— Doprawdy, doprawdy nie rozumiem — szeplenił bez przerwy, drepcząc za Nikodemem.

— Niech Ignacy idzie sobie na miasto — rzekł Dyzma do służącego.

Gdy Ignacy wyszedł, zwrócił się do Kunickiego:

— Panie Kunicki... hm... Otóż pańska żona postanowiła wziąć rozwód.

— Co takiego?! — poderwał się Kunicki.

— To, co pan słyszy. Rozwodzi się i wychodzi za mnie.

Kunicki obrzucił Dyzmę złym wzrokiem.

— Ach tak... Może przyjechała z panem?

— Nie, została w Koborowie.