— Nie ma żadnej pomyłki. Oto rozkaz aresztowania.

— Ale za co?

— To nie moja rzecz — wzruszył ramionami policjant. — W Urzędzie Śledczym powiedzą panu. No, jazda! Ma pan broń?

— Nie.

— Obszukać go!

Wywiadowcy obmacali mu kieszenie. Broni nie było.

— No, jazda! Moje uszanowanie panu prezesowi. Przepraszam, że zakłóciliśmy spokój, ale taki miałem rozkaz.

— Jak rozkaz, to rozkaz — powiedział Dyzma. — Do widzenia.

Kunicki odwrócił się i chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz popchnięty przez wywiadowcę, zatoczył się i od razu znalazł się za drzwiami.

Nikodem długo stał w pustym przedpokoju. Wreszcie przygładził przed lustrem włosy i wszedł do jadalni. Na stole przygotowane było śniadanie, o którym dotychczas nie pomyślał. Teraz poczuł ostry głód. Kawa była już zimna i cukier nie chciał w niej rozpuścić się. Wyjął z kredensu karafkę z wódką, na talerz nałożył dużo szynki, kiełbasy, cielęciny i zabrał się do jedzenia.