— Nie bój się. To już moja sprawa.

— Są jeszcze sądy! — pienił się Kunicki.

W przedpokoju rozległ się dzwonek.

— Bydlę, on sądem straszy, tfu! — splunął Dyzma na podłogę i poszedł otworzyć drzwi.

— Łajdak! Łajdak! — Kunicki biegał po pokoju jak lis w klatce. — Zaraz muszę iść do prokuratora, do policji...

Lecz iść nie potrzebował: drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł przodownik431 i dwaj wywiadowcy po cywilnemu.

— Czy pan nazywa się Kunicki Leon, vel Kunik Leon? — zapytał szorstkim głosem przodownik.

— Tak, Kunicki.

— Jest pan aresztowany. Proszę nałożyć palto i iść z nami.

— Ja? Aresztowany? Ale za co? To chyba pomyłka.