Kunicki zbladł śmiertelnie. Trzęsąc się całym ciałem i z trudnością łapiąc oddech, zajęczał:
— Co? Co?... Jak to?
— Tak to.
— Skradłeś?! Skradłeś mi weksle?! Klucz, proszę zaraz oddać klucz od kasy.
— Klucza nie oddam.
— Ależ to rabunek! Złodziej, bandyta! Ja ciebie do kryminału wsadzę.
— Stul mordę, stary grandziarzu429! — ryknął Dyzma.
— Rabunek! Dawaj klucz!
— Nie dam, bo klucz nie twój, rozumiesz, prajdocho430! Nie twój, tylko Niny. Jej majątek, jej kasa i jej klucz.
— O nie! Łotrze, nie myśl, że stary Kunicki pozwoli się wystrychnąć na dudka. Jest jeszcze sprawiedliwość w Polsce, są sądy! Są świadkowie, którzy widzieli, że ci klucz dawałem. Z wolna, bratku! Nina też będzie musiała pod przysięgą zeznać, że podpisała mi weksle.