Jakież jednak było zdumienie pana Nikodema, gdy po paru chwilach ujrzał grubasa zmierzającego wprost ku niemu. Terkowski uścisnął mu rękę i, lekko wziąwszy pod ramię, powiedział szeptem:
— Chodźmy na papierosa.
Wszystkie oczy zwróciły się na nich, gdy opuszczali salon, niknąc za kotarą gabinetu generała.
Tam Terkowski wydobył z kieszeni ogromną papierośnicę i częstując Nikodema zaczął kordialnie433:
— Sto lat nie widziałem szanownego pana prezesa...
Dyzma milczał, zaskoczony i pełen nieufności.
— Jakże zdrowie? — ciągnął grubas. — Ja bo po sześciu tygodniach odpoczynku świetnie się czuję. Nie uwierzy pan prezes, ale ubyło mi siedem kilo. Niezła porcja, co?
— Niczego sobie — odparł Dyzma.
— Nie ma to, prezesie, jak odpoczynek. Zmiana środowiska, o! Nowi ludzie, nowe sprawy, nowy tryb życia, nowe środowisko...
— Pan był w Żegiestowie? — zapytał Nikodem, żeby coś powiedzieć.