— A co za język! To skandal! Mówił do nas jakimś żargonem, jakby uważał, że inteligentnego języka nie rozumiemy!
— Mówił jakby po to, żeby nas obrazić!
— Jedno tylko mamy wyjście: gremialnie464 podać się do dymisji.
— Byle tylko solidarnie!
Nie wszyscy wszakże podzielali ten pogląd. Młody, niewiele ponad trzydziestkę liczący agronom, nazwiskiem Taniewski, zaoponował:
— A ja z góry uprzedzam: na mnie, panowie, nie liczcie.
— Ani na mnie — dodał weterynarz.
Posypały się pytania pełne oburzenia.
Taniewski wzruszył ramionami.
— O co panom chodzi? Jeżeli o formę tej odprawy, to ja to uważam za rzecz błahą465. Prezes Dyzma jest za wielkim człowiekiem, ma takie zasługi wobec kraju i tyle państwowych spraw na głowie, że jeżeli nie robi z nami wersalu466, nie ma czemu się dziwić. Zresztą to nie zebranie towarzyskie, a sprawy...