Państwowy Bank Zbożowy.
A może wkręcił się tam za woźnego? Ale chyba nie, po cóż by przychodził w nocy.
Serce jej biło mocno.
Przeszła na drugą stronę i czekała.
Może zadzwonią dzwonki alarmowe, może u wylotu ulicy ukaże się policja? O, wówczas dobrze wie, co zrobić należy: zadzwoni i uprzedzi stróża... Prawda, Nikodem okłamał ją, zapomniał, nie wrócił, ale jeszcze może wrócić... Dobrze mu powodzi się, futro ma... A wtedy jechał bogatą maszyną... Gdy mieszkał u nich na Łuckiej, nawet nie śniło się jej, że ten Dyzma to taki klawy476 chłop, szemrany477, swój...
Świt już przenikał przez gruby kożuch chmur, gdy zdecydowała się odejść. Zimno było. Gdy doszła na ulicę Łucką, brama już była otwarta — dwadzieścia groszy oszczędności.
Następnego ranka poszła na Wspólną. Z niepokojem myślała o tym, że zobaczy bank otoczony przez policję, że Nikodem może jest aresztowany, a może udało mu się zbiec.
Odetchnęła z ulgą. Kołowrót drzwi kręcił się nieustannie. Wchodzili i wychodzili interesanci, raz po raz zatrzymywały się samochody.
Chyba podkop albo wyłom w murze... Na dłuższą metę...
Odnalazła go nareszcie. O, teraz już jej nie ucieknie. Pewna była, że w ciągu dnia tutaj go nie zobaczy, ale przyjdzie wieczorem, będzie warować i stanie mu twarzą w twarz...