Postanowił sobie, że jeżeli go jeszcze raz zaczepi, tak ją obsztorcuje482, że już więcej nie ośmieli się.

W mieszkaniu powietrze było jeszcze przesycone perfumami Niny. Rozebrał się i chciał położyć się do łóżka, gdy przypomniał sobie, że jutro rano Krzepicki wyjeżdża do Koborowa i że musi mu przygotować różne papiery.

Pracował dobre pół godziny i kończył właśnie, gdy rozległ się dzwonek telefonu. Podniósł słuchawkę.

Telefonował Wareda. Siedzą całą paczką w knajpie i zdecydowali wydzwonić Nikodema.

— Od czasu przyjazdu pani Niny — skarżył się pułkownik — wcale cię nie widzimy. Przyjeżdżaj koniecznie.

Dyzma jednak kategorycznie odmówił. Był zmęczony i senny.

W ogóle nie lubił knajpy. Wypić od czasu do czasu — owszem, ale siedzieć godzinami przy stoliku i zalać się na trupa — nie. Jeżeli dawniej birbantował483 z Waredą, Ulanickim i innymi, robił to tylko dla nawiązania stosunków.

Teraz marzeniem jego, do którego stale powracał, było równe, spokojne życie w Koborowie.

Sprawa unieważnienia małżeństwa Niny posuwała się szybko. Największe ułatwienie w niej stwarzał fakt sfałszowania nazwiska przez męża — resztę robiły pieniądze, a tych obecnie Dyzmie nie brakowało.

Dni upływały jeden za drugim, nie przynosząc ważniejszych zdarzeń.